Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wróg, przeciw któremu potrzebowałbym pomocy ludu, a nawet twojej.
Zebor. Tylona poprostu można zakłuć jak rysia w norze.
Moron. I jego mnie zostaw.
Zebor. Więc co mi każesz robić, Moronie?
Moron. Czyż ty myślałeś, że dlatego się tu z wami schroniłem i dlatego ciebie z kilkunastu ludźmi wysłałem w góry, ażeby wywabić i złapać dwu tych głupców, którzy uwierzyli w nasze odejście i przylecieli upewnić się, żeśmy zniknęli? Ja ich miałem już wczoraj w ręku, bo nie wątpiłem, że Mirowie będą nas tropić... Teraz chodzi mi o to, czy oprócz tych dwu nie wyszli lub nie wyjdą na oględziny inni, którzy mogą nas dostrzedz. Poślij więc znowu czaty.
Zebor. Czy chcesz w ten sposób wyłowić wszystkich Mirów?
Moron. Czego ja chcę, a raczej bóg, dowiesz się dziś jeszcze; tymczasem wypełnij ściśle to, co ci polecam. Wszystkie wejścia w góry od północy i zachodu trzeba obsadzić wartami, ażeby nikt przypadkiem tędy nie przesunął się i nie zaniósł wiadomości do Mirów. Każdego należy zatrzymać aż do jutra.
Zebor. A gdyby się opierał?
Moron. Ty ich naucz, ale nie ja ciebie, co mają wtedy zrobić. Wydawszy im rozkazy, nie oddalaj się, gdyż potrzebuję z tobą pomówić o moim głównym