Przejdź do zawartości

Strona:Pisma II (Aleksander Świętochowski).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

jąc na fotel — dlatego, że to nie jest moim obowiązkiem... ha, ha, ha... dlatego, że nie chcę... dlatego... Wyobraźcie sobie panowie — ciągnęła dalej wśród śmiechu — znalazłam dziś w pułapce mysz, która mi opowiedziała, że uciekła do nas z klubu szachistów, gdyż tam zjadła kawałek zapisanego papieru z jakiejś skrzyni, który był tak gorzki... tak gorzki... ha, ha, ha... że omal się nie otruła.
 — Przyzna pani — zauważył Urbin z tłumioną złością — że była to mysz bardzo szkodna.
 — Mniej od tych — odrzekła Iza — którzy zostawili tę trutkę.
 Urbin skłonił się i wyszedł.
 Nazajutz klub szachistów rozwiązał się, ku wielkiemu zadowoleniu wszystkich członków. W rok potem Iza została żoną człowieka, który po ślubie okazał się tak wielkim łotrem w idealnej skórze, że wszystkie drzewa podsuwały mu swe gałęzie na szubienicę. Urbin dotąd rozmyśla i pisze ciekawe dzieło o dwoistości natury ludzkiej, a stary Radek powtarza machinalnie przy każdej sposobności:
 — Źle wiedzieć i źle nie wiedzieć.