Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  142  —

tam się miały rozegrywać, zabrzmią odgłosem wesołej pracy ludzkiej. Puste, zabite deskami okna nieskończonego pałacu zapłoną ogniami warsztatów, a w miejscowym kościele zaszemrze modlitwa za duszę tego posępnego odludka, który, jak się pokazało po jego śmierci, kochał jednak ludzkość mocniej i rozumniej, niż niejeden, co gotów jej służyć, ale pod warunkiem, żeby mu dawała „wikt“ i liberyę.
Takich odludków, jak ś. p. Kicki, racz nam dać, Panie!

Słowo. R. 1882. № 28.