Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  135  —

wi — poświęciłem się dla dzieci, sprzedałem majątek, przeniosłem się do miasta, nie robiłem nic innego — i jakżem wyszedł?
Gdy spotkacie ludzi starych, znużonych, rozczarowanych, skwaśniałych, z pretensyą do całego świata i osłaniających pretensyami pustki w głowie i w kieszeni, mówiących ciągle o dawnych swoich majątkach ziemskich, to wiedzcie, że są to ojcowie, którzy w swoim czasie przenieśli się do Warszawy dla edukacyi dzieci i „nie robili nic innego“.
Wszystko złe wypłynęło właśnie z tej przyczyny, że nie robili nic innego. W edukacyi dzieci ważną jest rzeczą dozór, ważną wpływ rodzicielski, ważną bezpośrednie czuwanie, — ale z edukacyi dzieci jeszcze ważniejszą rzeczą jest, by rodzice przekazali im tradycyę pracy. Wy, co krzyczycie na brak poszanowania tradycyi, chciejcie wreszcie zrozumieć tych, co ją kochają szczerze, ale w jej jasnych i szacownych stronach. Tradycya może być złą i dobrą. Świętą jest tradycya miłości do kraju i tradycya pracy i tradycya zasługi, ale tradycya samowoli, bezkarności, tężyzny, zbytku i próżniactwa jest złą i należy ją wypędzić, należy wyświecić z miasta i kraju.
Dzieciom waszym trzeba przekazać tradycyę pracy. Trzeba koniecznie! Inaczej nie pomoże przyjeżdżać do Warszawy „dla eduka-