Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  50  —

— Co? — krzyknął stary, — może wolisz dziewuchę niż pieniądze?
— Wolę i to i to.
Stawiński spojrzał mu bystro w oczy.
— Ale ja za nią teraz gotówki nie dam, dopiero po mojej śmierci.
— Dłużej mnie niż wam na świecie — odparł Szarak i pocałował go w rękę.
Znowu i prawda, i charakter i komizm. Któżby z czytelników tak naiwnie powiedział teściowi: „dłużej mnie, niż wam na świecie!” i pocałował go przytem w rękę? Ale takie rozmowy nie stanowią wszystkich piękności. W tym realiście, w tym malarzu ze szkoły flamandzkiej, siedzi poeta, który pod wpływem piękności natury rozmarza się, i wtedy czuje mocno i maluje prześlicznie stosunek natury do człowieka żyjącego z nią blizko.
Oto dowód na poparcie tego zdania:
„We święta młyn cichnął. Tylko zardzewiałe chorągiewki na dachu skwierczały żałośnie, a przy stawidłach szemrały cienkie strumienie wody, z płaczem upadając na ślizkie koła. Wówczas, jeśli latem wieczór był ciepły, siadała Małgosia w czółno i płynęła het! na ogromny staw, skąd było tylko widać wierzchy młyna.
„Tu zadumana nad głębią, gdzie jak cienie mknęły ryby, przysłuchiwała się szelestom tataraku na kępach, krzykom zwołujących się