Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Magda nie bardzo chciała temu wierzyć i chodziła do proboszcza na narady, jakby chłopa rozruszać, a on rzeczywiście nie mógł. Brakło mu oddechu, gdy się cokolwiek strudził i krzyże go bolały. Siadywał więc po całych dniach przed chałupą i palił porcelanową fajkę z wyobrażeniem Bismarka, w białym mundurze i kirasyerskim hełmie na głowie, i poglądał na świat zmęczoném, senném okiem człowieka, z którego kości trud jeszcze nie wyszedł. Rozmyślał przytém trochę o wojnie, trochę o zwycięztwach, o Magdzie, trochę o wszystkiém, trochę o niczém.
Raz gdy tak siedział, usłyszał zdala płacz Franka.
Franek wracał ze szkoły i beczał, aż się rozlegało.
Bartek wyjął z ust fajkę.
— No, ty Franc! co ci jest?
— Ale, co ci jest?... — powtórzył szlochając Franek.
— Czego beczysz?
— Ale co nie mam beczyć, kiedy dostałem po pysku....
— Kto ci dał po pysku?
— Kto, jak nie pan Boege!
Pan Boege pełnił obowiązki nauczyciela w Pognębinie.
— A on co ma za prawo bić cię po pysku?
— Juści ma, bo dał.
Magda, która okopywała w ogrodzie, przelazła przez płot i z motyką w ręku zbliżyła się do dziecka.
— Cóżeś sprawił? — spytała.
— Com miał sprawić. Jeno Boege nawymyślał mi od polskich świń i dał mnie w pysk i powiedział, że jak