Strona:Pisarze polscy.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żywego zachwytu dla dzieł Wyspiańskiego nie dość mi, aby odczuć istotnie tę twórczość i zespolić się z nią w najwyższej artystycznej rozkoszy. Gdy w utartej przenośni mówi się o rówieśnych, jako o gruncie, z którego wyrasta kwiat twórczości geniuszów, to o Wyspiańskim słusznie rzec by można, że wykwitł nie z nas, ale obok nas. I dlatego może przerósł wszystkich, że z głębszych, dalszych pokładów narodowego życia czerpał dla siebie siły; dlatego w epoce tak skorej do naśladownictwa, świadomego czy bezwiednego, uwielbiany nie znalazł naśladowców i na dziełach innych nie nałożył piętna.
Wyspiański nie jest człowiekiem współczesnym. Natchnienie jego zabiega w przyszłość i z najdalszej zamierzchłej przeszłości wyrasta — ale nie ma w sobie nic z chwili dzisiejszej. Skrzydła rozpięte jego natchnienia nakrywają czas obecny, ale się doń nie dotykają. On nie mógłby o sobie powiedzieć pięknych, a tak boleśnie trafnych słów Niemojewskiego:

»Znam szatana groźnego, z którym się szamocą
Rówieśni mego wieku: zowie się niemocą.«

Wyspiański go nie zna: ma moc i śmiałość