Strona:Pilot św. Teresy.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z taro — rośliny o smaku ziemniaków —, z orzechów kokosowych i z mózgu ludzkiego.”
Te dzikie obyczaje prawdopodobnie zniknęły już z okolic, zajętych przez białych, a przedewszystkiem z terytorjum misji katolickiej. Niemniej Bourjade nieraz pewnie stykał się z ludźmi, którzy kosztowali mięsa ludzkiego i którym młodość upłynęła na polowaniu na głowy ludzkie.
Oto mniejwięcej tło, na którem należy sobie wyobrazić „Pilota św. Teresy” jako misjonarza.


MISJA KATOLICKA NA WYSPIE YULE


Ale nietylko uczeni podróżni i przyrodnicy zwiedzali te kraje. Nawiedzali je też różni śmiałkowie i awanturnicy. Więc naprzód przyszli poszukiwacze złota, ponieważ jednak złota nie było, odeszli, zostawiwszy Papuasom na pamiątkę kilka głów dla ozdoby chat i sporo zwłok w ziemi. Po poszukiwaczach złota przyszli poszukiwacze nafty. Pobudowano wieże wiertnicze, zaczęto wiercić. Napróżno. Nafty niema na Nowej Gwinei. Biali znowu odeszli. Potem zaczęto na południu zakładać różne plantacje — również bez powodzenia. Przyroda, zbyt bujna i bogata, nie dała się ujarzmić człowiekowi. Wreszcie rząd australijski, uważający