Strona:Pilot św. Teresy.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zeszycik ten zaczyna się od wezwania do św. Teresy:
„Ofiaruję Ci kilka wierszy ze swej tęsknoty... Spraw, abym uczuł głęboką potrzebę umartwiania się, zamiast tego poszukiwania wygody, które mnie tak prześladuje”.
Wygody — w okopach! Żądza umartwień jest osią życia moralnego tego żołnierza. Jest to anachoreta i asceta zarazem. Wciąż się oskarża, wini się z opieszałości i lenistwa, wszystkie zaś czyny wojenne przypisuje św. Teresie i jej wstawiennictwu. Mimo że modli się o śmierć, ma zupełną pewność, że nie zginie. Pisze też w jednym liście do rodziny:
„O los mój w armji bądźcie spokojni, Kalwarję znajdę jako misjonarz.”
Wierzył, że czuwa nad nim św. Teresa, i ta wiara go nie zawiodła.
Pewnego dnia siedział na okopie w pierwszej linji. Wtem Niemcy wyrzucili kilka min, czego Bourjade nie zauważył. Żołnierze krzyknęli nań. Bourjade zerwał się i szybko wpadł do schroniska, a prawie równocześnie mina padła na miejsce, gdzie przed chwilą siedział. Drugim razem celny ogień nieprzyjacielski chwycił jego baterję tak, że cała obsługa wyginęła, wyjąwszy jego tylko i dwóch żołnierzy.