Strona:Patryotyzm i kosmopolityzm.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


swą i bohaterską odwagą; wysoce oświecony Grek wnosił wykwint artyzmu i sofizmaty wysubtelizowanej filozofii; w którym mieszkaniec Wschodu roztaczał dokoła siebie tchnienie rozmiękczających roskoszy, a przybysz z puszcz Giermańskich miarkował je tęgością północnego charakteru i dostojnością obyczajów rodzinnych; w którym daleki potomek Etrusków i Latynów, chyżą intuicyą swą, pochwytywał i wcielać usiłował artystyczne widzenia Greka, a obojętny dla artyzmu Żyd marzył o ideale etycznym, wynikającym z pojęcia jedynego Boga i patrzał w gwiazdy, o których naukę przyniósł tu z sobą z nad rzek Babilon. Lecz dziwniejszém, nowszém i bardziej płodném w następstwa, nad to zgromadzenie się różnorodnych ludzi, było tam zbiegowisko różnorodnych bóstw. W Rzymie po raz pierwszy, od początku dziejów, zjawiło się pojęcie to, które my dziś zowiemy tolerancyą religijną. Po każdém zwycięztwie, odniesioném w odległych stronach, powracające wojenne hufce prowadziły za sobą ku stolicy Państwa nietylko zwyciężonych monarchów i wodzów, przykutych do tryumfalnych wozów, ale na wozach tych wiezione upostaciowania ich bogów. Z tryumfalnych wozów bogi te przecież nie bywały strącanymi we wzgardę i zniszczenie, lecz, przeciwnie, wprowadzanymi do wystawianych im świątyń, kędy, z mocy prawa i obyczaju, otaczało je poszanowanie powszechne. Tak naraz znalazły się obok siebie symbole, przedstawiające najsprzeczniejsze dotąd ze sobą, najbardziej sobie wrogie, religijne wiary, a ludzie różnych plemion i szczepów przyzwyczajali się zwolna do słuchania o innych