Strona:Pastorałki i kolędy z melodyjami czyli piosnki wesołe ludu w czasie świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane (Mioduszewski).djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stadem cyranki leciały,
a kaczki bardzo kwakały,
Myśliwiec je brokiem przestraszył, aż skokiem
Uciekły, uciekły.

Gdy przyleciały do dwora,
piwnicznym miały kaczora,
Lecz mu na te gody, kazały być wody
Piwnicznym, piwnicznym.

Obchodziło to kaczora,
i nie chciał czekać wieczora,
Ale go żurawie, strzepali po głowie,
I ucichł, i ucichł.

Gęsiom się wiedzieć dostało,
że się tam ptastwo zleciało,
Gąsior ich zwiódł w pasmo, by nie było ciasno,
W Betleem, w Betleem.

Gdy wodne ptastwo leciało,
leśne się też dowiedziało,
Dudek z wielkim nosem, zwoływał ich głosem,
Na gody, na gody.

Sójka im więcej znać dała,
gdy jak chłop w lesie hukała,
Bo się już upiła, gdy na godach była,
W Betleem, w Betleem.

Szczygieł z czyżykiem i ziębą,
i kanarek z małą gębą,
Trznadle z czeczotkami, były szczebiotkami,
Wzajemnie, wzajemnie.

Darmo na wino pójdziemy,
bo go mało wypijemy;
Chruściel im z wywilgą, dobrą choć nie wielką,
Są radą, są radą.

Mówiąc: za co to nam stanie,
gdy się nam widzieć dostanie,
W Betleem wesele, które w ludzkiem ciele,
Bóg sprawił, Bóg sprawił.

Jeszcze jarząbek z sokołem,
radził im z cietrzewiem społem,
Rozmów zaniechajcie, na gody bywajcie,
Do wina, do wina.

A jeśli nie wypijecie,
jastrzębia poczęstujecie,
By was pazurami, latając nad wami,
Nie szarpał, nie szarpał.

Ptastwo się z lasu porwało,
bo się im to spodobało,
Lecąc z kuropatwą przeiórka, tę łatwą
Da radę, da radę:

A co nazbyt będziem miały,
u bąka gardziel nie mały,
Więc go pożyczemy, do domu weźmiemy
Ostatek, ostatek.

A jeżeli będzie we dzbanie,
pożycz nam nosa bocianie,
Żuraw długiej szyje, rad też dobrze pije,
I da nam, i da nam.

I tak różnych ptasząt stado,
będąc Jezusowi rado,
W to miejsce leciało, kędy Pańskie ciało
Powito, powito.

Spocząć chciały niebożęta,
lecz zastąpiły zwierzęta,
Bydlęta, robacy i domowi ptacy
Chwalili dzieciątko.

Zaatem wszystek dom okryli,
gdy się w szopie nie zmieścili,
Potem w zgodne głosy, wrzaski pod niebiosy,
Leciały, leciały.

Chwała bądź Bogu żywemu,
ubogo narodzonemu,
Dla człowieka nędznego, by kłopotu swego,
Miał koniec, miał koniec.

Podziękowawszy dzieciątku,
każdy się miał z nich do wziątku,
Bóg im błogosławił, gdy się na świat zjawił,
W pieluszkach, w pieluszkach.

Dopieroż tam wrzawa była,
gdy było zwierząt tak siła,
Żaden nie chciał robić, każdy wolał spełnić,
Na godach, na godach.