Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Na Litwie much dostatek — mówi poeta — na Kamiennem również. Gnój jest pod oknami izby, jak zwykle w porządnym gospodarstwie. Więc przylatują prosto z gnoju i siadają na narzędziach, na rodzącej na naszych rękach. Ciągnie je zapach krwi. Przynoszą zakażenie.
Z pod łóżka wyszedł bury kot, niezauważony przedtem przez nikogo. Siada przy nas i łakomie patrzy na spadające mięso. Nie jada nigdy mięsa oprócz myszy. Cud, że nie skoczył jeszcze do narzędzi.
Po przecięciu kręgosłupa dziecko składa się samo na pół. Wyjmuje się łatwo każdą połowę z osobna. Macica nie zdążyła pęknąć. Muchy nie przyniosły zakażenia. Przypadek.
Nie pierwsze to poprzeczne zaniedbane na Kamiennem i innych okolicznych wzgórzach. Nie pierwsze i nie ostatnie.
Tylko prywatne pacjentki, ani jednej ubezpieczonej.
Ubezpieczone przychodzą już w czasie ciąży do lekarza. Pytają, czy wszystko w porządku. Można wtedy łatwo dziecko obrócić. Albo można przed porodem kobietę wysłać do szpitala. Niech ma lekarza na miejscu. Niech nie szuka koni, gdy życie wisi na włosku. Niech jedzie. Niech lekarz domowy ma spokój. Woli przebadać wszystkie ciężarne i co trzeba do szpitali powysyłać, niż tłuc się po górach do porodów.
Nieubezpieczona kobieta wiejska przed porodem do lekarza nie pójdzie. Na poród do szpitala nie pojedzie. Dobrze jeszcze, jeżeli z początkiem porodu wezwie akuszerkę egzaminowaną.
Przynajmniej lekarz na czas przyjedzie i obrót wykona.
Kobieta z rejonu babki Kłapycinej akuszerek nie wzywa. Woli rodzić na łasce babki i kumoszek. Na łasce furmana i koni, na łasce much i burego kota.


Lekarze i czopki.

Wiadomo, że w każdej aptece jest dużo półek. Na półkach dużo flaszek i słoików. We flaszkach różne lekarstwa, setki środków. Stoją szeregiem, jak żołnierze na warcie, mając to samo wzniosłe zadanie co oni: stwarzają poczucie bezpieczeństwa. Sam widok takiego arsenału broni przeciw różnym chorobom sprawia, że człowiek wychodzi z apteki pokrzepiony na duchu i spokojny o swoje zdrowie.
Przeraziłby się nieborak, gdyby słyszał kiedy rozmowę lekarzy prowadzoną bez świadków. Bo zdarza się czasem, że lekarz usiłuje wyliczyć wszystkie środki, które naprawdę działają.
Wylicza je zwykle na palcach.
Działa np. salwarsan i bizmut na kiłę. Surowica przy dyfterii. Chinina w malarii i zapaleniu płuc. Aspiryna i inne salicylaty przy zapalaniu stawów. Wyciągi z wątroby przy anemii złośliwej. Digitalis w niedomodze serca. Morfina na bóle, insulina przy cukrzycy i jeszcze kilka innych środków. Kilka, nie więcej.