Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po kilkunastu minutach stałem już przed szpitalem — dalszych kilka minut — a kobieta była już na stole operacyjnym. Po trzech tgodniach wróciła żywa i zdrowa do domu.
Innym znów razem wezwano mnie na wieś do służącej gospodarza O., która, jak mnie telefonicznie poinformował jej pracodawca — „dostała dołem krwotok“. Sądziłem ma się rozumieć, że dziewczyna była w ciąży i wywołała sobie poronienie — w przebiegu którego wystąpił ów krwotok. Tym więcej, że gospodarz informował mnie, że dziewczyna od paru dni była jakoś osowiała, aczkolwiek do ostatniej chwili pracowała i właśnie podczas pracy na polu dostała krwotoku. Zabrałem więc do samochodu instrumenty potrzebne do skrobania macicy i wyjechałem do chorej. Gdy się gruntownie umyłem do operacji i wygotowałem instrumenty — zbadałem chora — która bez wyczuwalnego już pulsu leżała na łóżku i aż oniemiałem ze zdziwienia. Otóż chora nie krwawiła z narządów kobiecych, lecz z kiszki odchodowej! Było jasne, iż pękło w niej jakieś naczynie krwionośne i chora musi jak najszybciej znaleźć się w szpitalu.
Spakowałem więc niepotrzebnie zabrane instrumenty, chorą kazałem wnieść do samochodu, zasiadłem do kierownicy i popędziłem do szpitala, znów co chwilę informując się, czy chora jeszcze żyje. Po pół godzinie stanąłem przed szpitalem i chorą — już zupełnie osłabioną, lecz jeszcze żywą, wniesiono na stół operacyjny. Okazało się później, iż chora miała nietypowo przebiegający tyfus brzuszny — po kilku tygodniach opuściła zdrowa mury szpitalne.
Znów w innym wypadku wezwano mnie na fabrykę, gdzie zdarzyło się nieszczęście — mianowicie lokomotywa wyskoczyła z szyn, miażdżąc nogę w kostce maszyniście. Po zbadaniu stwierdziłem tak poważne wielokrotne zmiażdżenie kości, iż najprawdopodobniej — sądziłem — potrzeba będzie nogę amputować. Maszynista był młodym dwudziestokilkuletnim człowiekiem. Nie namyślając się długo — kazałem rannego wnieść do samochodu i chory pół godziny po wypadku już znalazł się na stole operacyjnym odległego o 25 klm. szpitala. Ten pośpiech zadecydował o losie chłopca: noga wcześnie nastawiona doskonale się zrosła i dziś, po 7-miu latach chłopak jest dorodnym człowiekiem, podczas gdy o mało co — mógłby być nieszczęśliwym kaleką — ciężarem rodziny i społeczeństwa. Przypadków podobnych mógłbym przytoczyć setki.
Pośpiech w niesieniu pomocy lekarskiej względnie w transporcie chorych odgrywa pierwszorzędna rolę i może uratować setki istnień ludzkich.
Ale parę słów o stosunku władz — a raczej naszej biurokracji do problemu motoryzacji. U góry bowiem mówi się dużo o ułatwieniach motoryzacyjnych.
A jak to wygląda w praktyce?
Otóż przez pierwszych parę lat płaciłem co rok z racji posiadania samochodu „podatek od przedmiotów zbytku“. Podatek ten pobierał magistrat — nic nie pomogły wszystkie możliwe argumenty, że samochód nie