Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jekorol ma identyczny skład z syropem jodo-tanninowym, pertussina ma ten sam skład co syrop tymiankowy i tak dalej. Ale przyjdzie kobiecina i dopomina się koniecznie jecorolu, bo sąsiadka też to dawała dziecku. Nic nie pomogę tłumaczenia, że syrop jodo-tanninowy a jecorol — to jest jedno i to samo, tylko że jedna fabryka nazwała swój wytwór tak, a druga inaczej.
Jeśli więc oba produkty są zupełnie identyczne, to po co wyrzucać pieniądze na produkty droższe, kiedy ten sam produkt innej fabryki jest tańszy a nie gorszy.
W ostatnich latach urządziło wiele Ubezpieczalni swoje własne apteki, względnie punkty rozdzielcze lekarstw.
Co to są te punkty rozdzielcze? Otóż każdemu lekarzowi wstawiono do gabinetu szafę z lekarstwami i odtąd, zamiast zapisywać choremu lekarstwo i odsyłać go do apteki, lekarz po zbadaniu chorego bierze odpowiednie lekarstwo z szafy i daje je choremu do ręki.
Ma się rozumieć, że zaopatrzono lekarzy w najrozmaitsze gatunki najczęściej potrzebnych środków leczniczych, jak aspiryna, piramidon, rycyna, przetwory żelaza, proszki na ból głowy, proszki na kaszel, krople walerianowe, gorzkie, Inoziemcowa i cały szereg innych lekarstw. Jeśli lekarz chce zastosować lekarstwo, którego u siebie nie ma, to może też wypisać receptę do apteki, lecz przeważnie jednak wystarczą lekarstwa przysłane z Ubezpieczalni.
Urządzenie tych punktów rozdzielczych poważnie ugodziło w inteteresy stanu aptekarskiego i tak żyjącego dziś w bardzo trudnych warunkach.
Lecz z drugiej strony aptekarze sami ponoszę winę spowodowania Ubezpieczalni do urządzenia punktów rozdzielczych. Dlaczego — wyjaśnię przykłady.
Kazimiera P. zachorowała na uporczywy katar nosa.
Zapisałem jej z apteki boromentol. Po dwóch dniach odwiedzam chorą i proszę o pokazanie boromentolu (sprzedawanego w tubach cynkowych). Co się okazuje? Aptekarz zamiast dać chorej boromentol, za który przecież płaci mu Ubezpieczalnia około 70 groszy — dał chorej troszkę wazeliny w drewnianym pudełeczku.
Chora zagadnęła aptekarza, czemu nie dostaje jak należy tuby — „za te parę groszy co Ubezpieczalnia nam płaci“, odpowiedział aptekarz, „nie mogę dać boromentolu w tubie“.
Albo inny wypadek. Chorej Janinie L. zapisałem syrop kreozotowy jednej z większych wytwórni. Chora poszła do apteki w pobliskim mieście, i tu — zamiast dać jej zapisany środek wytworu fabrycznego, — dano jej namiastkę tego, sfuszerowaną na miejscu. Ale gdy oryginalny preparat ma przyjemny smak i zapach, to podrobiony w aptece produkt nie nadawał się w ogóle do użytku, był niesmaczny i o przykrym zapachu. Chora, nie wiedząc o zamianie dokonanej w aptece, przyszła do mnie z preten-