Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy więc późną jesienią następowała redukcja personelu — rozpoczynało się wtedy oblężenie gabinetów lekarskich, każdy zwolniony szedł do lekarza, skarżąc się na urojone „żganie w krzyżach“ czy „kolki w boku“. Celem takiej symulacji było otrzymywanie poświadczenia niezdolności do pracy, by na tej zasadzie odbierać przez szereg tygodni zasiłek chorobowy z Ubezpieczalni Społecznych. Widziałem swego czasu w Kasie Chorych wykaz, z którego wynikało, iż gdy pewnego roku zwolniono z pracy w pewnym terminie 150 pracowników — to w ciągu kilku następujących dni jeden z moich poprzedników, lekarz Kasy Chorych nadesłał dla 90 zgłoszenia niezdolności do pracy.
Podobnie odbywało się i w innych przedsiębiorstwach. Stanisław S. np. jest w samej rzeczy cierpiącym na przewlekły nieżyt oskrzeli. Mimo to pracuje wiosną i latem w cegielni. Gdy natomiast został na okres zimowy zredukowany z cegielni — zgłaszał się stale do lekarza, wyolbrzymiając dolegliwości spowodowane nieżytem oskrzeli i żądając uznania go niezdolnym do pracy. Podobnie, gdy pobliskie cukrownie kończyły swą kampanię buraczaną — wszyscy zredukowani robotnicy zgłaszali się natychmiast w gabinetach lekarskich, żądając uznania ich za niezdolnych do pracy, by w ten sposób przedłużyć sobie dochody pieniężne, z tą tylko różnicą, że w czasie kampanii otrzymywali takowe za uczciwą pracę, a po ukończeniu kampanii za symulowanie choroby.
Jeszcze innym sposobem wyzyskiwania świadczeń Kas Chorych było wykorzystywanie okresów świątecznych. Co roku przed Bożym Narodzeniem pojawiali się w gabinetach lekarskich liczni na pozór najzupełniej zdrowi ludzie. Lecz musieli być dotknięci jakąś tajemniczą epidemią, gdyż wszyscy skarżyli się na tradycyjne „żganie i kolki“, wobec czego są, jak twierdzili — najzupełniej niezdolni do pracy. Gdy otrzymywali poświadczenie niezdolności do pracy — śpieszyli do domu i odpoczywali sobie zazwyczaj do pierwszych dni stycznia.
Prosta kalkulacja wykazała, że jeśliby chodzili do pracy — to w okresie świątecznym od około 20. do 2.1. przerobiliby 8 dni, co przy zarobku 5 zł dziennie dałoby 40 zł zarobku. Natomiast za ten sam okres „chorowania“ otrzymywali z Kasy Chorych również 40 zł, przy czym mogli sobie odpocząć w domu, iść do lasu po drzewo, a nie potrzebowali marnować sił na pracę w fabryce. Gdy w końcu wszystkich „chorych“ takich zacząłem z punktu przekazywać do szpitala — (mimo gorących protestów zainteresowanych) — epidemia przedświąteczna od razu jakoś wygasła.
Sam fakt istnienia zasiłków chorobowych powoduje dla Kas Chorych zwiększone wydatki nie wyłącznie przez wypłacanie zasiłku, lecz również przez równoległe zwiększanie i innych świadczeń. Tak więc zdarza się bardzo często, że wzywają mnie na wieś, do robotnika, członka Kasy Chorych. Po przyjeździe, gdy stwierdzę banalne przeziębienie, nie wymagające właściwie żadnego leczenia, a co najwyżej kilkudniowego wypoczynku w łóżku — oznajmiają mi — „właściwie to byśmy pana dokto-