Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


botny do lekarza itp. fakty są przyczyną głośnych scysyi w gabinecie lekarza domowego.
Pacjentka usłuchała mnie. Zapisałam jej narazie krople uspokajające na serce i chora zgłosiła się za trzy dni. Z jej opowiadania wywnioskowałam, że nie ma właściwie takiej nowej, najnowszej metody leczenia dolegliwości serca, jakiejby panowie docenci i profesorowie na chorej nie zastosowali.
Chora zmieniała dość często lekarzy i to prawdopodobnie było przyczyna stałego pogarszania się stanu zdrowia pacjentki. Powiedziałam jej szczerze, co myślę. Tłumaczyłam, że nawet największa sława lekarska, widząc chorą tylko raz jeden, nie może od razu zapisać odpowiedniego leku, a co dopiero jak narzekać musi, skoro nie ma możności przekonania się o tym, jak chora na dane lekarstwo reaguje. Dowiedziałam się też, że pacjentka nie znosi lekarstw z konwalią. Konwalia, jak wiadomo, jest dobrze działającym środkiem nasercowym.
Zbadałam chorą dokładnie, prześwietliłam, nawet skierowałam do kolegi konsultanta z prośba o potwierdzenie diagnozy. Chora przeszła przez wszystkie badania bez narzekań, choć wiem, że nieraz musiała trochę w Ubezpieczalni poczekać. W rezultacie dostała 40 zastrzyków jodu i mieszankę lekarstw na serce wzmacniających i uspokajających. Chora czuła się zupełnie dobrze.
Kiedy po roku przeziębiła się i zawezwała mnie do siebie, okazało się, że ja byłam na urlopie — koleżanka, która mnie zastępowała nie chciała zapisać chorej wypróbowanych przeze mnie lekarstw.
Rezultat — pacjentka zawezwała znów swoich dawnych lekarzy prywatnych. Ci podobno, jak mi chora opowiadała, nie mogli nadziwić się dobremu stanowi ogólnemu chorej. Przed rokiem jej stan zdrowia był tak poważny. Obecnie chora była tylko przeziębiona i prosiła o lekarstwo, które ja jej rok temu zapisałam. Był to zwykły syrop kreozotowy na kaszel wyrabiany przez Ubezpieczalnię Warszawską. Koleżanka jej tego nie zapisała, więc ona prosiła lekarza prywatnego, aby jej to lekarstwo zapisał.
Tu następuje „clou“ mojego opowiadania. Chora piła oryginalny syrop Famela, gdyż lekarz prywatny nie mógł jej zapisać syropu kreozotowego z Ubezpieczalni. Chora narzekała: „Cóż miałam robić, piłam, bo nie miałam innego. Ale ten nie umywa się do tego, który mi pani przed rokiem zapisała. Tylko użyłam parę łyżeczek i kaszel mi ustał“.
Dla doświadczonego lekarza Ubezpieczalni nie jest zupełnie sztuką ani stawianie diagnozy, które jest niezmiernie ułatwione dzięki dostępowi do laboratoriów i Roentgena, ani leczenie, gdyż pomimo narzekań, lekospis Ubezpieczalni posiada wszystkie leki pierwiastkowe, z których można kombinować lekarstwa. Najtrudniejszą rzeczą jest zdobycie zaufania chorego, o które trzeba walczyć wszelkimi sposobami.