Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Sędzia słuchał, przymrużywszy oczy, poczem jakgdyby ocknął się, zrobił niecierpliwy ruch ręką zachmurzył się i rzekł:
— Jednakowoż, tam przecie były panie i... bez kostjumów?
— Dwie, panie sędzio. Dwie. Jedna smagła brunetka, wzrostu niedużego, szczupła i, aczkolwiek kształtna, ale już — nie to! Stanowczo, nie to.. A druga — przecudne dziewczątko ośmnastoletnie...
— Aha! — surowo rzekł sędzia, przechylając się naprzód. — Ot, widzi pan! I cóż pan nam o niej powie?.. Z czego pan wywnioskował, że jest to dziewczę i że ma ośmnaście lat? Hę?..
— Młode kształty jej postaci, panie sędzio, jeszcze nie osiągnęły należytego rozwoju. Piersi miała dziewiczo małe, biodra nie tak szerokie, jak u blondynki, ręce szczupłe, a śmiech, gdy się śmiała, rozbrzmiewał tak niewinnie, tak młodzieńczo, tak naiwnie, że...
W sali sądowej rozległ się śmiech publiczności...
— Proszę się mitygować, panie Wopiagin! — krzyknął sędzia. — Co mi pan tu wygaduje Sędzia wcale nie musi wiedzieć tego... Zresztą, pańskie szczere przyznanie się i bezpremedytacyjność zbrodni — ratują pana od zasłużonej kary. Jesteś pan wolny.
Wopiagin skłonił się i skierował ku drzwiom.
— Jeszcze jedno pytanie, — zatrzymał go sędzia, coś zapisując. — Gdzie się znajduje... to miejsce?
— O dwie wiorsty od Sutugińskiego letniska,

37