Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odparła na to: „a ja niechcę!“ Przewiduję znaczne komplikacje. Przeniosę się chyba gdzieindziej.
Sobota. Miałem wiele, wiele przygód. Uciekłem tegoż wieczora i pędziłem na koniu z całej mocy przez caluteńką noc, pragnąc się wydostać z tego Raju, i ukryć się w jakiejś innej miejscowości przed nastaniem całej awantury. Ale, gdzie tam! Mniej więcej w godzinę po wschodzie słońca, gdy pędziłem przez kwitnącą łąkę, na której spokojnie pasły się tysiące zwierząt, albo swym zwyczajem drzemały lub baraszkowały z sobą — nagle wybuchła burza okropnych wrzasków i w jednej chwili ma całej równinie, na nieobjętej wzrokiem przestrzeni, powstała szalona bójka. Każde zwierzę jęło gryźć i tarmosić swego sąsiada. Odrazu domyśliłem się, co to się znaczy! To Ewa zjadła zakazany owoc, i na ziemi nastała śmierć.... Tygrysy rozszarpały mego konia, nie zważając na mój protest. Pożarłyby i mnie z pewnością, gdybym tam został, Ale ja nie zostałem.... Wyszukałem sobie nową siedzibę poza granicami Raju i czułem się tam bardzo dobrze, lecz ona znów mnie znalazła. Prawdę powiedziawszy, to nie bardzo byłem tem zasmucony, że przyszła, ponieważ pożywienie tu jest dość nędzne, a Ewa przyniosła z sobą kilka jabłek z „tego” drzewa. Chcąc nie chcąc, trzeba było je zjeść — gdyż byłem bardzo głodny. Było to wbrew moim zasadom, ale uważam że zasady są dobre tylko wtedy, gdy człowiek jest syty...
Ewa przyszła poobwieszana gałązkami, girlan-

11