Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nej. Chęć panowania, tkwiąca, we wszystkich ludziach, zwłaszcza silnie była rozwiniętą we mnie, to też znajdywałem przyjemność w mieszaniu się do losów łudzi i kierowaniu nimi. Bawiło mnie nieraz, gdy zrobiłem kogo szczęśliwym, ale tylko po to, by go przywiązać do siebie i rozkoszować się później uczuciem, że odegrałem wobec niego rolę Opatrzności.
„Życie burzliwie mknęło naprzód. Zupełnie nieczuły na ciosy zwrotne i zniewagi, musiałem zwyciężać już choćby dlatego, że dążyłem tylko do najbliższego celu. Kiedy zaś osiągnąłem cel, i ujrzałem, jak ludzie mali i biedni szukają mej protekcji, ulegają mi, a wyżsi i bogaci niosą mi swe kapitały, to nastała godzina, gdy spytałem siebie:
— I cóż dalej? Czy to ma być wszystko? I nic więcej? — Uczułem, że stoję przed górą stromą jak ściana, i nie mogę iść dalej; droga została ukończona, usiadłem, by zastanowić się. Ogarnęły mnie pustka i milczenie, a obejrzawszy się na swe życie, ujrzałem coś tak okropnego, że zdziwiłem się, jak mogłem to przeżyć.
„Wpadłem w rozpacz, straciłem wszelkie zainteresowanie się życiem.
„Niby wędrowiec, z nadzieją i namiętnem upragnieniem idący równiną, by dojść ku górze, siedziałem teraz u podnóża góry, i patrzałem na cel osiągnięty — na stromą ścianę. Azaliż nic niema ani za nią, ani nad nią? — zapytywałem sam siebie. Rozum odpowiadał mi, że musi być coś-

124