Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


życe, i poruszały razem. Najmądrzejszy nawet i najstarszy człowiek na świecie nie mógłby w tych warunkach zorjentować się w czasie! Udałem się tedy do swych dręczycieli, aby jeszcze raz naprawić ów cudowny zegarek.
Nowy zegarmistrz oświadczył mi, że „rozluźnił się kamień i włosek zaplątał“. Prócz tego zauważył, że połowa mechanizmu starła się. Uporządkował wszystko jak należy, poczem chronometr począł funkcjonować bez zarzutu, jeśli nie wziąć pod uwagę tego, że od czasu do czasu, po odbyciu sumiennem ośmiu godzin, całe wnętrze tegoż poczynało nagle brzęczeć jak pszczoła, a wskazówki — wirować z taką szybkością, że mimowoli człek musiał zastanowić się głęboko nad niemi, wydawały się bowiem jakąś leciutką pajęczynką na cyferblacie. Następnie zatrzymały się, poczem całe dwadzieścia cztery godziny przebiegły najwyżej w sześć, siedm minut. W reszcie stanęły z trzaskiem i — po wszystkiem!
Z ciężkiem sercem udałem się jeszcze raz do zegarmistrza, u którego znowu w skupieniu ducha przyglądałem się, jak rozkładał na części mój zegarek. Poczem przygotowałem się w duchu do wzięcia mistrza w ostre pytania krzyżowe, bowiem sprawa przybrała obrót poważny... Pierwotnie zegarek kosztował 200 dolarów, a tymczasem za wszystkie reperacje zapłaciłem conajmniej ze dwa tysiące! W trakcie przyglądania się i oczekiwania na wynik, rozpoznałem w zegarmistrzu da-

97