Strona:PL Zola - Nantas.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do rana zostanie mi dosyć czasu na dokończenie projektu.“
Wieczorem w czasie obiadu baron Danvilliers poruszył aktualną sprawę przedłożenia budżetowego, która narobiła wiele hałasu. Nie podzielał on w kwestyach finansowych wszystkich zapatrywań zięcia, przyznawał jednak, że są rozległe i nader godne uwagi. Odpowiadając baronowi, Nantas miał kilkakrotnie wrażenie, że czuje na sobie wzrok żony. Spoglądała nań obecnie dość często, gdy tego nie widział. W spojrzeniach tych jednak nie było iskierki uczucia, słuchała tylko, co mówił, i zdawała się przytem sięgać w głąb tego, co myślał. Nantasowi wydało się, że jest niespokojna, czy nie została zdradzoną. Starał się tedy nadać sobie pozory zupełnej swobody umysłu, rozgadał się, stał się nawet wymownym, aż i przekonał teścia, który musiał ustąpić przed jego wielką inteligencyą. Po twarzy Flawii tymczasem, która nie przestawała się w męża wpatrywać, przemknął wyraz zaledwie dostrzegalnej miękkości, trwając jednę sekundę.
Do samej północy Nantas pracował w swym gabinecie, tak się stopniowo swem dziełem roznamiętniając, że w końcu wszystko inne przestało dlań po za niem istnieć, po za tym skomplikowanym mechanizmem finansowym, który zbudował zwolna, kółko po kółku, mimo przeszkód bez liku. Z uderzeniem godziny dwunastej podniósł głowę instynktownie. Pałac zaległa głęboka cisza. Wtem przy-