Strona:PL Zola - Nantas.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wyraz: handel. Rozumiem przez to, że od dnia dzisiejszego stajemy oboje na jednym poziomie...
— Ach!... doprawdy?... — przerwała mu Flawia z lekceważącym uśmiechem...
— Tak jest, na jednym i tym samym poziomie... Pani potrzebuje nazwiska, aby niem pokryć błąd, którego nie myślę wcale sądzić, ja zaś daję pani to nazwisko. Co się mnie tyczy, potrzeba mi podstawy materyalnej, i pewnej pozycyi towarzyskiej, by módz zamienić w czyn moje plany i przedsięwzięcia i pani dostarczasz mi potemu środków. Od tej chwili jesteśmy oboje stowarzyszonymi, których udziały się równoważą i nie pozostaje nam obojgu nic innego, jak tylko podziękować sobie wzajemnie za usługi, jakie jedno z nas drugiemu oddaje.
Przestała się śmiać. Czoło jej przecięła zmarszczka dumy. Pomimo to nic nie odrzekła. Po chwili milczenia dopiero ozwała się:
— Czy znane są panu moje warunki?
— Nie, pani, — odparł Nantas, zachowując doskonały spokój. — Zechciej mi je pani wyjawić, poddaję się im z góry.
Na to oświadczyła mu bez ogródek, bez wahania i bez cienia rumieńca na twarzy:
— Nie będziesz pan dla mnie nigdy niczem więcej jak tylko mężem z imienia. Drogi nasze biedz będą całkiem oddzielnie. Wyrzeczesz się pan