Strona:PL Zola - Nantas.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i cała wściekłość, jaką zgromadziły w nim dwa miesiące bezowocnego szukania i doznawanych przytem upokorzeń, wezbrała w jego sercu na nowo. Dość tego!... Nareszcie postawił stopę w tym świecie, co go odtrącał i pchał w otchłań samobójstwa!
— Przystaję! — rzekł krótko.
Poczem zażądał od panny Chuin szczegółowych wyjaśnień. Czego będzie żądała za pośrednictwo?... Rozkrzyczała się z miną świętoszka, że nic nie chce. Nie przeszkodziło jej to zażądać w końcu 20.000 franków z kwoty, jaką kontrakt małżeński zapewni młodemu człowiekowi. A ponieważ się wcale nie targował, zaczęła z wylaniem:
— Muszę panu nadmienić, że to ja zwróciłam w tej całej sprawie uwagę na pana... Młoda dziewczyna nie sprzeciwiła się wcale, kiedym jej pana wymieniła... Och! to świetny interes... podziękuje mi pan w swoim czasie... Mogłam była wyszukać człowieka z tytułem, znam nawet jednego, któryby z pocałowaniem rąk przyjął tę propozycyę... Wolałam jednak wynaleźć kogoś z po za obrębu świata tej biednej dzieciny... Wyda się to bardziej romantycznem... A potem, pan mi się podobasz. Jesteś przystojny, masz tęgą głowę... O! pan zajdziesz daleko!... Pamiętaj-że pan o mnie, proszę, jestem cała na pańskie usługi...
Aż dotąd nie poruszano kwestyi nazwiska. Na zapytanie Nantasa w tej mierze stara panna powstała i przedstawiając się po raz wtóry, rzekła: