Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

moc. Wzięła Joannę na ręce, całowała jej włosy, przesuwała ręce po ciele, błagając by przemówiła do niej. Jedno słowo, tylko jedno. Co ją bolało? Może chciała trochę lekarstwa wczorajszego? Może powietrze orzeźwiłoby ją? I upiera się przy tej myśli, że musi jej coś odpowiedzieć.
— Powiedz mi, Joanno, oh, powiedz mi, proszę cię!
— Mój Boże, co tu począć? Tak nagle, w nocy. Nawet światła nie ma. — Myśli jej plątały się. Wciąż mówiła do córki, pytając ją i odpowiadając za nią. To ją tak w żołądku bolało; nie, w gardle. Ale to przejdzie. Trzeba się tylko uspokoić. I starała się zachować przytomność umysłu — ale traciła już prawie,, czując na ręku sztywne swe dziecię, lezące w konwulsyach i bez oddechu. Patrzała na nią: usiłowała myśleć i opierała się potrzebie krzyczenia, którą w sobie czuła. Nagle mimo woli, krzyknęła.
Przebiegła salę jadalną i kuchnię — wołając: — Rozaljo! Rozaljo!.. Prędko doktora!... Moje dziecię umiera!
Służąca, która spała w małej izdebce za kuchnią, zaczęła wykrzykiwać. Helena wróciła się biegnąc. Była w koszuli tylko i zdawała się nie czuć chłodu nocy, bardzo jeszcze zimnej w lutym. Ależ ta sługa da umrzeć dziecku! Minuta zaledwie upłynęła. Wróciła do kuchni, potem znowu do pokoju. I po omacku, szybko włożyła spódnicę, zarzuciła szal na ramiona. Przewracała meble, gwałtowną swą rozpaczą napełniła cały pokój, gdzie przed chwilą tak głęboka panowała cisza. Potem włożyła pantofle i, pozostawiwszy za sobą drzwi otwarte, zbiegła trzy piętra w tej myśli, że ona tylko jedna potrafi sprowadzić doktora.
Odźwierny pociągnął sznurek, Helena znalazła się za bramą; w uszach jej szumiało, w głowie było pusto. Szybko przebiegła ulicę Vineuse i zadzwoniła do doktora Bodin, który poprzednio już leczył Joannę. Po długim, jak wieczność czasie, służący oznajmił jej, że doktór jest przy łożu rodzącej kobiety. Helena osłupiała. Nie znała innego doktora w Passy. Czas jakiś szła ulicą, patrząc na domy.