Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


fil jej miał czystość linii posągu. Szare oczy i białe zęby rozjaśniły twarz całą. Podbródek okrągły, trochę duży, nadawał jej wyraz rozsądku i stałości. Wspaniała nagość tej matki szczególnie zadziwiała doktora. Szal osunął się znowu; pierś była odsłonięta, ramiona obnażone. Gruby warkocz koloru połyskującego złota spływał na szyję i gubi! się między piersiami. Pomimo spódnicy źle zawiązanej, włosów rozrzuconych i nieporządnego ubrania, zachowała wyraz majestatycznej i wzniosłej godności i skromności nie rumieniła się wcale pod tem spojrzeniem mężczyzny który zaczął uczuwać w sobie wielki niepokój.
Ona także popatrzyła na niego. Doktór Deberle miał trzydzieści pięć lat, twarz ogoloną, pociągłą, oko bystre, usta wąskie. Ona z kolei spostrzegła jego nagą szyję. I tak stali naprzeciw siebie oko w oko, a mała Joanna spała między nimi. Ale przestrzeń rozdzielająca ich, przed chwilą jeszcze tak wielka, teraz zdawała się zmniejszać, Joanna nadto lekko oddychała. Helena powolnym ruchem podciągnęła w górę szal i obwinęła się nim; doktór zapiął kołnierz od kurtki.
— Mamo, mamo — wyszeptała Joanna przez sen.
Budziła się. Otworzyła oczy, ujrzała doktora, zaniepokoiła się.
— Kto to? kto to? — spytała.
Matka całowała ją.
— Śpij, moja najdroższa, byłaś trochę słaba. To przyjaciel.
Dziecię zdawało się być zdziwione. Nic nie pamiętała. Sen ją morzył znowu; usnęła szepcząc:
— Oh, lulaj, lulaj!... Dobranoc, mateczko.. Jeżeli to twój przyjaciel, to będzie i mój.
Doktór schował apteczkę. Ukłonił się milcząc i wyszedł. Przez chwilę Helena słuchała oddechu dziecka. Potem usiadła na kraju łóżka i zadumała się; myśli i spojrzenia poszły w dal. Lampa, którą nie gaszono, bladła wstydząc się coraz większego dnia.