Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

złota później, w chwili jakiegoś kryzysu pieniężnego, każe mu tolerować kazirodztwo i zamykać oczy na miłostki syna swego, Maksyma, z tąż samą. Renatą, drugą żoną swoją, miłostki, których zasłonić nie zdołał blask całego Paryża rozbawionego. I dalej ten sam Saccard w kilka lat później puszcza w ruch tę olbrzymią prasę do wyciskania milionów, którą zwie Bankiem Powszechnym. Saccard nigdy niezwyciężony, Saccard powiększony, podniesiony do inteligencyi i nawet do brawury wielkiego finansisty, pojmujący dziką i cywilizacyjną rolę pieniądza, staczający, wygrywający i przegrywający wielkie batalie na giełdzie i mający jak Napoleon swoje Austerlitz i swoje Waterloo!... Ten Saccard, który w klęsce przygniata sobą całą warstwę ludzi nędznych, puszcza w przepaść bezgraniczną zbrodni naturalnego syna swego Wiktora, który zniknął gdzieś i ukrył się w ciemnościach bezprawia. On sam, faworyzowany przez niesprawiedliwą w swej obojętności naturę, kochany przez uwielbienia godną panią Karolinę, zapewne w nagrodę za to wszystko złe, które wyrządził.
Tu z kolei — wśród tego bagniska, wyrosła wielka lilia niepokalanej czystości. Sydonia Rougonówna, zawsze i bez wyboru usłużna dla swego brata Saccarda, pośredniczka w najrozmaitszych ciemnych rzemiosłach, zrodziła z jakiegoś ojca nieznanego czystą i boską Anielę, tę hafciarkę o czarodziejskich paluszkach, która pomiędzy złoto stuł i ornatów wrabiała marzenia swoje niedoścignione, tak utożsamiona z towarzyszkami ducha swego, świętemi niebieskiemi, tak mało do surowej rzeczywistości uzdolniona, że uzyskała łaskę tę