Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A ataman kiedy świśnie,
To już kozak dzwoni w łuk;
A jak konia w nogach ściśnie,
Toby wiatry przegnać mógł.

Kiedy kozak z wrogiem w boju,
Serce puka brzękiem kos;
A gdy śmieje się w pokoju,
To się niebo śmieje w głos.

Chociaż goły — wesolutki,
Niewie, co jest żal, nasz brat;
Za kożuszek czasem krótki
Lachom służyć szczerze rad.

On w swéj pieśni wyśpiewuje
O mołojcach co wziął wróg,
Kiedy przy niéj zawtóruje,
W żółtostrunny bijąc łuk.

Nasze dziewki wszystkie harne,
Białe ząbki, czarna brew,
Kosy długie, oczy czarne,
Lica jakby z mlekiem krew.

Lecz kto roskosz tą wypowié
Jaką dusza nasza tchnie,
Gdy śpiewają kozakowi
Zanim w drogę puści się.

Oj szczęśliwy! niech się chlubi,
W kim kozacka płynie krew;
Najszczęśliwszy, kto poślubi
Z naddnieprzańskich jedną dziew.

KONIEC.