Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



∗             ∗

Nigdy w swém życiu nie był zakochany,
Dla kogo miłość niewolą więzienia:
Ona da skrzydła, ale nie kajdany;
Dała mi skrzydła, potegę wzniesienia.

Takiego lotu nie mają i ptaki,
Jak miłość daje, by w obszar żeglować;
A świat przefrunąć, o! na polot taki
Mych skrzydeł nawet nie myślę próbować.

Odrazu w ogród aniołów się wzbiję,
Do szczytu blasku, w głębie niezmierzone;
Tam z róż płomiennych i gwiazdek uwiję
Wieniec uroczy, promienną koronę.

I jasność niebios, i ciemność złowroga
Naprzemian w chwili wokół mię otoczy;
Piekło i niebo, szatana i Boga
Jedném spojrzeniem ogarną me oczy.

Gdy tak przepłynę piekieł, niebios kraje,
Wtedy i męki, co piekło gotuje,
I ową błogość, jaką niebo daje,
Ja w jedném mgnieniu uczuję!