Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.

Mój stryj (człek sobie był to uczciwy),
Gdy jedną nogą już w grobie stał,
Dokazał, że dlań stałem się tkliwy;
Mógłże inaczéj chociażby chciał?
Niech to przykładem dla innych będzie;
Ależ piekielnie znudzi się człek,
Gdy nieruchomie przy chorym siądzie,
To jedna chwila długa jak wiek.
Jakże nikczemném to udawanie!
Na pół żywego zabawiać chcieć,
Niby poprawiać chętnie posłanie,
Podawać leki, twarz smutną mieć,
Wzdychać: a w duszy pomyśleć szczerze:
Ach kiedyż ciebie djabeł zabierze!


II.

Tak marząc sobie w bryczce pocztowéj,
Młody hulaka śród kurzu gnał,
Co (taki wyrok był jowiszowy)
Dziedzicem wszystkich krewnych się stał.
Druhy Ruslana, druhy Ludmiły!
Pozwólcie proszę, że na ten raz
Ja bez przedmowy długiéj, zawiłéj,
Z mym bohaterem zapoznam was.
Dla Oniegina miejscem ojczystém
Był chłodnéj Newy błotnisty brzeg;