Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Inspektor

Tak jest, tego właśnie.


Uczeń

Więc me gorące spełnia się żądanie!
Teraz dopiero sława mu rozbrzaśnie!...
Gdzież jest ten obraz, gdzie go szukać mamy?


Inspektor

Zaraz przyniosą i ustawią w ramy.


Handlarz obrazów (występując z tłumu).

Teraz galerya niech się śmiało chwali,
Że w tym rodzaju ma obraz jedyny;
A świat niech wielbi wzniosłe księcia czyny,
Co sztukę kocha, wspiera najwspanialéj.
Zaraz przyniosą. Nic równego w świecie!
Ręczę, od niego ócz nie oderwiecie!
Co przez me ręce przeszło, któż to zliczy?
A przecież takiéj nie miałem zdobyczy!
Żal mi go oddać! A przyznam się szczerze,
I setnéj części człek za to nie bierze:
Bo téż ten obraz jest nieoceniony.

(przynoszą obraz Venus Uranii i ustawiają go na stalugach)

Tak go kupiłem od malarza żony:
Nieprzeciągnięty, bez najmniejszéj zmiany;
Tu się obejdzie całkiem bez fortelu;
Patrzcie, panowie, jak jest zachowany!

(wszyscy skupiają się przed obrazem).