Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zbłądził przez śnieżne
W oknie kryształy
Słońca promyczek
Do izby mały,
Lecz chore nieboże
Pocieszyć nie może;
Bledziutka twarzyczka
Łezkami lśni:
— „Już kwiatów siostrzyczka
Nie nosi mi!“

Rzecze doń matka:
— „W wiosenny dzionek
„Rozbudzi kwiatki
„Ze snu skowronek;
„Gdy w polu i w lesie
„Rozniecą woń,
„Siostrzyczka przyniesie
„Pełną ich dłoń.“

Biegły dni długich
Całe szeregi.
Drzemała ziemia
Spowita w śniegi
Zimowych zamieci. —
— „Czy prędko już wzleci
„Z pól naszych ptaszyna
„W błękitów dal?“