Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Krew z nogi żwir mi sączy,
Przejmują mnie chłody
Z grobem się droga łączy.
Ach, gdybyż mogła poza grób iść jeszcze
Choć krok, gdy burza huczy, leją deszcze.

Bym wzbił się wichrem gnany
Ponad powszedniość,
Na te tajemne łany,
Mógł chociaż chwilę przelęknionym wzrokiem
Objąć ten bezmiar powleczony mrokiem.

Bym w mych pożądań męce
Ku krańcom nieznanym
Mógł słabe podnieść ręce,
Abym wpatrzony w bezkres mógł zawisnąć,
I świadom bytu tajemnic — rozprysnąć!