Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziadkowie moi nie pośledni mieniem,
Me wiano chętnie ofiarują Bogu,
Gdy ja ślub złożę na klasztornym progu.
A zresztą, — sam mnie ćwiczyłeś w nauce:
Nieuctwem, ojcze, ja ich nie zasmucę;
Są tam panienki i mojego stanu,
Mój ojcze, zrób to! — daj mi służyć Panu!“

Ksiądz Kustosz smutny pogładził jej lica.
„O, niepoprawna z ciebie żałobnica!
Klasztor? obaczym, co ci Bóg przeznaczy:
Może to, — może zarządzi inaczej.
Obaczym; lecz ty nie waż się wyrzekać,
Bo wielkiej łaski dał ci Bóg doczekać!
Ocuć się, dziecię, tyś od niebios Pana
Na ocalenie miasta jest wybrana.
Zbudź się! i radość niech w twem sercu gości,
A wyrzecz się tej dla Lutra miłości!“

Wstrząsła się Basia, oczy w górę wzniosła,
Patrzy w krzyż, w oczach jej dusza urosła;
Blask miała w twarzy, i tak odmieniona
Wzięła krzyż, potem z całej głębi łona
Rzekła: „Ja, ojcze, Lutra się wyrzekam!“
Klękła i ciszej: „Ojcze, rady czekam!“
A kapłan na nią położył rąk dwoje:
„Córko, ja życie błogosławię twoje!
Bądź mocną, ludzie, co śmierci uciekli,