Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Prawda, iż wielką mamy Boga pieczę,
Lecz gdzie bój z siłą nierówną zachodzi,
Bracia, i Boga kusić się nie godzi!
Prawda, że taką rzecz niemiło zwlekać,
Lecz zawsze radzę do wiosny zaczekać;
Tak, gdy nas Szwedzi, nie daj Boże, zbiją,
Dziatwa i żony w lasy się ukryją;
A teraz szwedzkie co nie dotną noże,
To mróz wytraci, albo głód przemoże“.

„Ot — rzekł Suszycki, — ot Fryc, mądra głowa!“
Ale Fryc ciągnął: „Panowie, dwa słowa!
Widzicie, trzeba nim się w czyn co ziści,
Mieć tego czynu pewność i korzyści.
Na cóż nam przeto wszczynać gwałt szalony,
Kiedy Sącz będzie i tak uwolniony.
A wiecie wy też, co się w Krośnie stało?
Tam Wojniłowicz wziął załogę całą,
Zabił Prackiego i tu się już zbliża.
A czy wy wiecie o wieściach ze Spiża?
Tam nasz Starosta formuje piechotę,
A pan Kochowski będzie wieść tę rotę.
A Wąsowicze, a chłopów drużyna?
Wszystkie te wieści mam od Aryanina:
Tak, — lecz ja zwykłem chować wieści zawsze,
Aż chwilę dla nich zdarzą się łaskawsze.
Teraz, gdy rzecz ma taki słuszny powód,
Podaję — jako rady mojej dowód.“