Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Tak! — krzykną wszyscy, — wszystkim to rzecz znana!“
Cyrus zaś dodał: „Tak, był dzisiaj zrana“
„I czart wie, co on Sztajnowi poradził, —
Rzekł Bogdajłowicz, — bo Szwed zaprowadził
Podwójne straże u baszt i ratusza.“

Stach Krawczyk krzyknął: „Patrz, niewierna dusza,
Patrz! ale myśl mi przychodzi wesoła...“
Rzekł ciszej, patrząc z uśmiechem dokoła:
„Chłopcy! ja gotów, — dwu albo trzech jeszcze,
A tak się z tymi Aryany popieszczę,
Że Sztajn im będzie musiał requiem sprawić...
No cóż? gdy zgoda — to by nam nie bawić,
Lecz do Dąbrowej...“

„Oto człek bez strachu, —
Rzekł Bogdajłowicz, — dzielniście mi, Stachuǃ
Chwat organista!...“ Tak Krawczyk był zwany
Przeto, iż celnie podpalał organy,[1]
Te zaś w strzelnicach wisiały na pasach,
Dla gęstych strzałów w szturmowych zapasach
U baszt.


  1. Organy, organki: broń do strzelania z murów.