Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Babka, to widząc, pośpieszyła do niej;
„Co tobie?“ pyta, „a niechże Bóg broni,
Chora?“ — Więc obaj zmilkli w jednej chwili
I zatrwożeni w Basię się wpatrzyli.
„Mnie nic“, — wtem dziewczę odrzekło powoli —
„Tylko mnie jakoś dziwnie serce boli,
I w głowie szumi i w oczach mi ciemno:
Ja sama nie wiem, co się dzieje ze mną —
Strasznie mi jakoś teraz na tym świecie“.

„Pieszczotka moja, biedne moje dziecię:
Zlękłaś się!“ — tuląc ją babka odpowie —
„Bo też wam, Bartku, zawsze strachy w głowie,
Odkąd was znam. Ot ręką ledwie może władać,
Tak drży; i trzebaż było opowiadać
To czego niema, nie było, nie będzie?
Ale wam pilno, więc krew, wojna wszędzie
I na języku. Ptaszko, bądź spokojna!
My, cóż my znaczym, nas ominie wojna...
Ej! bo już rzućcie to gadanie zdrożne;
Święto, — ot książki czytajcie nabożne.“

Cieśla stał, zdał się nie słyszeć tej mowy.
Milczał, w dziewczynę utkwił wzrok surowy,