Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bartłomiej odrzekł: „Marne powiadanie!
Nową złość ważą ze Szwedem Aryanie.
Szlichtyng i Florek Siemichowski, zbójca,
I ten żyd, Finkiel, komendanta trójca,
Bawią na zamku; oni rada tajna
Tego łupieżcy, pułkownika Sztajna.
Potem Barycki, podatków poborca,
Był dziś dwukrotnie ciągniony do dworca,
I pan Szydłowski, patron kolegiaty.
A coś dwu poszło do wieży za kraty;
Zaś Stare Miasto opuściły panny —
I tak się mnoży ucisk nieustanny.“

„O! dalej kory nie stanie na drzewie,“
Wnet stary Janusz podchwycił mu w gniewie.
„Straszne to Boga próby, — raczej kary,
Tak marnie idą, i takie ofiary!
Tu był król z nami — dziś kędyś w Głogowie...
A nasz Bylina, rotmistrz, padł w Krakowie...
I Czarneckiego, żelazne to ramię,
Zgina Bóg, choć go jeszcze nam nie łamie...
Hetmany bez wojsk, Starosta na Spiżu,
A my w ucisku jak przy nowym krzyżu
Korzym się“... I stał chwilę zamyślony.
Niedługo potem zwrócił się do żony
I rzekł: „Musimy pomodlić się razem;
Zapalcież lampę przed Kingi obrazem,
Bo czcią jej ziemia nasza się zastawia