Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I Sicz rozdarta!... hej! czy śpisz, Bogdanie?...
Tam sen okropny ciśnie twe powieki...
Spij, czarny zdrajco, przeklęty na wieki!
Archanioł biały zasłonił oblicze,
Bogu oskarża hordy buntownicze:
Żórawiem czajki wodził po Bosforze,
Dziś srebrnem skrzydłem nie wzleci na morze,
Żagla na sinej nie rozwinie fali,
Bo kozak powstał, morduje i pali;
W Siczy Dorosza nazwał atamanem,
A Dorosz schylił czoło przed sułtanem!
Przysięgli Turkom, pochylili czoła,
I mają buńczuk, poco im anioła?
Na monasterze Przeczystej Dziewicy
Błyśnie półksiężyc złoty na wieżycy,
I dumny Basza konie poupina,
Gdzie się modliła niegdyś Ukraina.
A niema komu zapędów ukrócić.
Starzy wołają: lepiej ziemię rzucić!
Wzięli kij, lirę i pełni rozpaczy
Poszli daleko, gdzieś, na chleb żebraczy.
Trudno im z wami przemieszkiwać doma,
Znali czas inny, dzisiaj tu Sodoma!
Ten, co ich bronił w ukraińskiej ziemi,
Już dawno w grobie: brat książe Jeremi.
Jego pacholę zasiadło na tronie,
W ręku ma berło a ciernie w koronie.