Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DO ZOFJI R.

Czemu, o siostro! na twych ócz błękicie
Cięży łza?... Czemu taka zadumana
Idziesz przez życie i patrzysz w to życie,
Jakby Cię przez nie nie wiódł anioł Pana?...
On Cię prowadzi i ciernie z Twej głowy
Zbiera i zmienia na wieniec liliowy.

O! nie uginaj i nie kłoń się w bolu,
Bo duch twój, siostro, ma gołębie pióra:
Tobie nie ginąć jak trawce na polu,
Którą zabija wiatrem gnana chmura.
O! Ty się wzniesiesz nad ból swemi pióry
I bolom będziesz błogosławić z góry.

I staniesz kiedyś tam, zkąd Twemu oku
Nowy świat, nowe życie się odsłoni...
Widzę Cię, siostro, wśród ziemskiego mroku,
Stojącą jak duch biały z lilią w dłoni
I podającą woń z lilijki owej
Na pokrzepienie Twym w drodze cierniowej.