Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To zgliszcze wonią ofiar gorące,
Tę łez tysiącznych krynicę rzewną,
Tę harfę złotą, gromami śpiewną:
Spojrzałem — i było drżące.

A więc na nie zdjęty pogardą
Duch mój zapragnął, aby raz pękło.
W bryłę niem głazu cisnąłem twardą...
Jękło!...
................
................

A gdym w nie patrzał, w prochu leżące,
Toś ty je w białe podniosła dłonie;
Ze krwi otarłaś rany gorące,
Na twem anielskiem cuciłaś łonie,
I źrenicami pełnemi blasku
Lałaś w nie zwolna promienie...
Widziałem, w ręku twojem roztliło —
Ogniem ożyło! —

O! nieś je — nieś je, aniele złoty,
Gdzie cię powiedzie twa myśl natchniona:
Na nowe trudy — pieśni — na loty! —
Tylko je czasem przytul do łona
I z bolu ocuć lica uśmiechem;
Ono tak kocha! — takie spragnione