Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ VI.




Skutki nocnych strzałów i domysły Marka Kukułki.


Rano dnia tego około dworu w Orłowej Woli był ogromny ruch i rwetes; znaleziono bowiem w stajni starego masztalerza nawpół żywego, był bardzo skrępowany, a usta miał wypchane konopnemi pakułami. Przy żłobach brakowało białej Atalanty i złotego kasztana Pyrola. Wieść niebawem doszła do panny Leontyny. Cała służba rozbiegła się na wszystkie strony; wszyscy byli czynni, bo każdy szczerze pragnął wyświadczyć przysługę powszechnie wielbionej dziewczynie. Kierunku, w którym uszli złodzieje, jakoś nie umiano odnaleźć; uszli zapewne do boru, ale bór roztaczał się na wszystkie strony
Sama Tynia dopadła konia i w towarzystwie psa Jaśmina popędziła także ku lasowi; ona jedna była na dobrej drodze, na złodziejskim szlaku. Pędziła przez las, podniecając szpicrózgą wierzchowca. Naraz Jaśmin przystanął na drodze, przyglądał się uważnie jakiejść czerwonej plamie, obwąchiwał ją i począł szczekać. Tynia wstrzymała konia, wezwała psa do siebie, ale kiedy zwierzę nie okazywało zwykłego posłuszeństwa, podjechała i spostrzegła na ziemi znaki krwi. Domyśleć się trudno było, że to krew ludzka; jednakże panna Strojomirska jechała