Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jący wypadek z indykami. Jagna na progu kurnika długo walczyła z porywającym ją w swoje objęcia Morfeuszem: to się zdrzemnęła, kiwnęła głową i uderzyła o ścianę, to znów otwarła nawpół oczy i znów zasnęła. Wreszcie popadła w sen twardy, w czasie którego człowiek zwykł głośno chrapać. Dziewczyna wyciągnęła przed siebie nogi bez trzewików i pończoch, oparła na ścianie zadartą do góry głowę, otworzyła usta, z których widać było dokładnie piękne, białe zęby, zwiesiła ku ziemi bezwładne ręce i spała na słońcu. Spostrzegły to indyki i dalejże się wynosię chyłkiem do stodoły. Nie szły one, ale biegły na wyścigi, jak człowiek nie mający czasu do stracenia, aż się indyk zadyszał. Jakoś wtedy właśnie był ekonom w stodole, więc wrzasnął na chłopaka, który skręcał powrósła:
— Maciek, rozpędź mi to łajdactwo na cztery wiatry!
Tego też tylko Maciusiowi było potrzeba. Znalazł on sobie zaraz dobrą wić, rzucił się na stado indyk i począł je tak natarczywie prześladować, że strwożone ptaki, pędząc gnane ze stodoły, w rozpędzie prosto z bramy wpadły do klombu, służącego za mieszkanie wilkowi. Do tej zawziętości ze strony Maciusia przyłożyła się nietylko okoliczność, iż odebrał od pana ekonoma rozkaz, w którym indyki nazwane zostały łajdakami, ale chłopak miał żal do indyka, gdyż ten zawsze malców zaczepiał; chodziło więc o to, aby napastnikowi przyłożyć co witką.
Ani się spodziewał Buta takich miłych gości, spojrzał, a tu koło niego na prawo, na lewo, pomykają biedne indyczki, a zziajany indyk pod sam nos mu włazi. Tego już było za wiele nawet na najcnotliwszego wilka, cóż dopiero takiego, który między antenaty liczył zuchwałego wilkołaka. Jak więc nie schwyci indyka za łeb... chrust... chrust... chrust — i po wszystkiemu.
Maciuś nie wiedział o niczem, zrobiwszy swoje,