Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie w poczuciu dumy czerpie istota ludzka najwyższe duchowe siły, ale w cichem i skromnem poczuciu swej małości.
Najmniejszą rzecz zrobić dobrze — jest trudno. Aby iść naprzód, trzeba być oględnym, jeżeli krok niema być zmarnowany. Na tym punkcie rodzi się oportunizm, którego musiałem się chwycić, aby nie zgubić wilka, nie drażnić jego stosunków z psami, nie narazić go na śmierć z ręki pierwszego lepszego dworusa, a przytem utrzymać własny dobry stosunek z psami, ludźmi i wilkiem. Czyż mogłem mieć widoki powodzenia, idąc na przebój? Wszakże psy mogły stracić do mnie przywiązanie, a ludzie już zaczęli mnie lekceważyć. Tylko Buta był w porządku, stał on się oswojonem zwierzęciem, o ile wilk niem stać się może. Gdy jednak zewsząd brzmiały głosy: „zabij, otruj, utop, rozstrzelaj,” musiałem coś zrobić dla przesądów mego społeczeństwa, aby w niem wyżyć. Przeprowadziłem więc Butę do drugiego klombu na dziedzińcu, położonego zdala od łączki, a przylegającego do stodół. Myślałem sobie: Nie trzeba ani wilkowi, ani ludziom dawać sposobności, aby byli źli. Wilkowi więc stworzyłem świat cichy, wśród którego nie było pola dla łakomstwa i drapieżności. Dla ludzi zrobiłem tyle, że wilka przywiązałem na łańcuszku do pnia drzewa. Takie zastosowanie się moje wywarło dobry wpływ na publiczność. Jeżeli ludzie są niechętni dla jakiejś sprawy, wtedy mówią, że do tej niechęci mają prawo; a jeżeli ich złości stanie się zadość, powiadają, że ich prawo ma zadośćuczynienie.
Była to właśnie pora żniw, zwożono snopy z pola do stodoły położonej na wzgórzu. Z początku Buta gryzł swój łańcuszek, gdy go atoli usiłowania zawiodły, topił zęby w pniu drzewa akacyowego. Osięgał ztąd pewną satysfakcyę, jednakże gryzienia zaprzestał i począł się godzić ze swoim losem. To sobie leżał, przypadłszy do ziemi, to postawał na