Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


sa, oraz kości, resztek, pozostałych z obiadu. Na zawołanie: „Buta!” zrywał się i pędził co tchu z klombu w ganek, wiedząc dobrze, iż się go wzywa po odebranie racyi. Żarłoczność wilka była duża; połykał nieraz całe kości, więc też niejednokrotnie musiałem robić operacyę, wyjmując mu za pomocą nożyczek kość utkwioną w gardle. Przypuszczam, że w stanie dzikim wypadki tego rodzaju przytrafiają się wilkom mniej często.
Cokolwiekbym mógł powiedzieć na rzecz mojej dbałości i wogóle pedagogicznych zabiegów gwoli uprzyjemnienia wilkowi połykania różnych gorzkich owoców cywilizacyi, muszę jednakże przyznać, iż zapewne niezupełnie dobrze zbadałem jego szeroki apetyt, oraz dobrze uregulowaną funkcyę trawienia. Albowiem wspomniane powyżej samotne rozmyślania wilka w klombie i rozważanie gwarów świata zewnętrznego doprowadziły go były do nadzwyczajnie radykalnego przedsiębiorstwa. Tuż za klombem, ku polu, znajdowała się bardzo piękna łączka, porosła bujną trawą i skropiona strumieniem. Jak zauważyłem, Buta w tę stronę najczęściej posyłał swoje słuchy, a za słuchem zwracał też pełne dziwnej pożądliwości oczy. Zdaje się, że i delikatny zmysł wilczego węchu odgrywał niejaką rolę w tych zwiadach a rozmyślaniach. Gwar z łączki, zaledwie dający się słyszeć dla mnie, człowieka, wśród największej ciszy, dla Buty był już jakimś upajającym koncertem, którym on się lubował po całych dniach; aż wreszcie wytworzone na drodze tego zachwytu uczucia i skojarzone z niemi wyobrażenia, popchnęły go na pole czynu. Na strumieniu w łączce codziennie pluskały się i prowadziły poufale spokojną pogwarę kaczki dworskie, istne oko w głowie panny Trukawskiej i jej powiernicy, Jagny. Owo zachowywanie się kaczek, pływających po strumyku, nie uszło uwagi Buty, jakkolwiek terytoryum jego znajdowało się w odległości jakich trzystu kroków od łączki. Gdy się już