Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ VII.




Życie i śmierć jastrzębia.


Widywano go o każdej porze dnia, jak czatował mordu chciwy, a czatował z niezrównaną cierpliwością; widywano tę wspaniałą i straszną postać o krótkiej szyi, płaskiej czaszce, o oczach jakby ze szkła żółtego. Któż nie zna jastrzębia, tego rycerza, który u ust w złoto oprawnych nosi sztylet i sztylety ma u nóg, w złotą łuskę odzianych? Nieraz leniwym lotem pruł czyste przestwory błękitu, a szalonym się stawał na widok ofiary. Widziano go samotnego w szczerem polu, kiedy ponury z rozkoszą o mordach marzył i kiedy, uniosłszy w górę skrzydła, do lotu opieszale się zabierał. Jak król śmiercionośny, przebywał on państwo bezbronnych ptaków i mniejszych ssących. Najczęściej milczący — tem straszniejszy; czasem tylko wydaje dziki pisk, czy syk, niby żmija. I nigdy nie było słychać ani hasła wojny, ani okrzyku tryumfu. Krępy, o potężnych barach, z piersią szeroką, opancerzoną, żywił on uczucia krwawego bohatera wojny.
Jeżeli zasiadł na dzikiej gruszy w polu, lubił się ważyć, gdy wiatr gałęziami wzruszał; niekiedy za tron obierał sobie skibę szarej roli i wtedy zaledwo ruchem głowy pobyt swój tutaj zdradzał. Zgarbiony nieco, strasznie spozierał dokoła tym wzrokiem, któ-