Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




I.


Witajcie mi, witajcie Nadnarwiańskie lasy! Wasza woń i świeżość zdaje się jeszcze pieścić i upajać mnie dzisiaj, choć już dwadzieścia lat temu, jak was pożegnałem. Obraz boru, jak wszedł w duszę, tak w niej pozostał ze wszystkiemi szczegółami. I oto widzę przed sobą reprezentantkę naszej szpilkowej roślinności, sosnę. U dołu niema ona gałęzi, jest wysokopienna, czerwonawa, leni się cieniutkiemi warstewkami, jakby pieniążkami, rozrzuca swą korę dokoła. Wyżej, pokryta jest sękami i sęczkami; w górze nosi koronę, jak jeleń, rozsochatą, rzadką w konary, pomiędzy któremi wysoko czernieje gniazdo wronie, jastrzębie lub krucze. Przysiada ją niekiedy zielona jemioła, co ku dołowi opuszcza kołpak swych liści, tak żywo połyskujących, bo na cudzej wypasionych skórze. Przy ziemi sterczą korzeniska, leży mnóstwo szyszek, oraz igieł, tych materyałów budowlanych dla mrówek. Z tych owadów jedne oto dźwigają taką igłę, rozparłszy się całemi siłami jak dwa mocne chłopy; inne odbywają staranne poszukiwania w szyszkach, zalazłszy w każdy ich zakątek, a inne wybrały jeszcze uciążliwszą podróż het ku wierzchołkowi drzewa. Alić przyleciał piękny, pstry dzięcioł, lekko przysiadł na drzewie, okiem bystro objął pozycyę i zaczął tu swoje gospodarstwo. Strach wielki wśród pracowitego narodu mrówek.