Strona:PL Wells - Kraina ślepców (zbiór).pdf/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co się stało z przewodnikami? — zapytała.
— Mają plecaki, muszą więc wrócić inną drogą — odrzekłem. — Jak ci się podobało zejście?
— Nie bardzo — zauważyła — ale mam nadzieję, że się przyzwyczaję. Którędy teraz pójdziemy?
Zadecydowałem, że trzeba poszukać grobli śnieżnej przez bergschrundę — oto słowo, którego poprzednio zapomniałem — i w ten sposób przejść na skały, od wschodniej strony lodowca. Stamtąd bez dalszych przygód zeszliśmy do hotelu...

Nasz powrót wywołał tak silny wybuch zazdrości i niechęci, jakiego nie zdarzyło mi się jeszcze widzieć. Przedewszystkiem usiłowano nam wmówić, żeśmy wcale nie byli na szczycie, ale mateczka wyniosłym głosikiem położyła kres tej zniewadze. Mieliśmy nadto świadectwo przewodników i tragarzy. Kiedy nas o nich zapytano, wyjaśniłem:
— Oni postępują w myśl waszych metod. Mam nadzieję, że będą tu jutro rano.
To oświadczenie zupełnie się nie spodobało.
Żądałem, aby uznano, że pobiłem rekord. Jednakże metody moje zdyskwalifikowano, jako niedozwolone. Nalegałem:
— A jeżeli nawet uważam za stosowne użytkować lawinę dla rychlejszego powrotu, to co wam do tego? Zapewnialiście z początku, że ani ja, ani mateczka, nie potrafimy wejść na szczyt tej djabelskiej góry, a kiedyśmy tego dokazali, wymyślacie tysiąc prawideł, ażeby nas zdyskwalifikować? Może jeszcze zabronicie zjeżdżać po lodzie. Pobiłem rekord! dobrze wiecie, że pobiłem rekord i dlatego właśnie się kwasicie. Faktem jest, że wy, alpiniści, nie macie pojęcia o waszem głupiem rzemiośle. Macie tu dobry, szybki sposób schodzenia z gór, sposób, który powinien wam być znany — — —