Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Chcę, żebyś mi pomógł zdobyć ubranie i schronienie, a potem różne inne rzeczy. Zostawiłem je po za sobą. Jeżeli nie zechcesz... ba! Ale ty zechcesz... ty musisz!
— Słuchajno! — rzekł Marvel. — Jestem zanadto zmieszany tem wszystkiem. Nie wywracaj mnie już więcej. Pozwól mi odejść sobie. Muszę się nieco uspokoić. Prawie rozgniotłeś mi palec. Wszystko to takie jakieś głupie... Puste błonie, puste niebo, nic nie widać na milę dokoła, prócz przyrody... Nagle daje się słyszeć głos prosto z nieba! I kamienie! I pięść — Boże!
— Zapanuj nad sobą — rzekł Głos — ponieważ musisz spełnić to, co od ciebie wymagam.
Marvel wydął policzki i wytrzeszczył oczy.
— Wybrałem ciebie — powtórzył Głos. — Ty jesteś jedynym człowiekiem, z wyjątkiem kilku głupców we wsi, który wie, że istnieje taka rzecz, jak człowiek niewidzialny. Musisz być moim pomocnikiem. Pomóż mi... a ja ci się za to sowicie odpłacę. Niewidzialny człowiek to potęga.
Zatrzymał się na chwilę, aby kichnąć gwałtownie.
— Ale, jeżeli mnie zdradzisz — dodał — jeżeli nie będziesz tak robił, jak ja ci każę...
Urwał i poklepał Marvela po ramieniu. Marvel formalnie zawył z przestrachu.
— Nie mam zamiaru zdradzać cię — rzekł, odsuwając się od palców. — Nie przypuszczaj tego nigdy, cokolwiek chciałbyś uczynić. Owszem, pragnę ci być