Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— To niema sensu — odezwał się, jakby chwytając ze łkaniem powietrze.
Niesłychanie dziwne wrażenie czyniło wychodzenie głosu jakby z pustego miejsca, ale wieśniacy z Susseks są może najbardziej trzeźwymi ludźmi pod słońcem. Jaffers powstał także i wydobył parę kajdanków. Potem wytrzeszczył oczy.
— Ba! — rzekł, sparaliżowany niejasnem uświadomieniem sobie dziwaczności położenia.
— Niech dyabli wezmą! Widzę, że nie zdołam ich użyć!
Tymczasem przybysz przebiegł ręką po kamizelce i jakby cudem guziki, które wskazywał jego pusty rękaw, poodpinały się. Potem pochylił się w dół ku goleni. Zdawało się, że majstruje koło trzewików i skarpetek.
— Bagatela! — zawołał nagle Huxter — przecież to wcale nie jest człowiek... To poprostu puste ubranie. Patrzcie! Można przejrzeć nawskroś przez kołnierz i widzieć podszewkę ubrania. Mógłbym wsadzić rękę...
Wyciągnął ramię, ale zdaje się, że spotkał się z czemś twardem w powietrzu, bo rękę z ostrym krzykiem cofnął.
— Możebyś pan zechciał swoje palce trzymać zdaleka od moich oczu — rzekł powietrzny gość tonem dzikiej wymówki. — Faktem jest, że znajduję się tutaj cały... z głową, rękami, nogami i resztą ciała, tylko całkiem niewidzialny. Jest to przeklęte głupstwo, a jednak prawda. Ale to wcale nie racya, żeby