Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

schodach. Jedno tylko utrzymywało odwagę ks. Buntinga, a mianowicie przekonanie, że złodziej był mieszkańcem wsi.
Słyszeli wyraźnie brzęk pieniędzy, co dowodziło, że złodziej odkrył gospodarską rezerwę w złocie... dwa funty i dziesięć szylingów wszystkiego. Ten dźwięk zniewolił Buntinga do natychmiastowego działania. Ująwszy pogrzebacz silnie, wpadł do pokoju, tuż za nim biegła pani Bunting.
— Poddaj się! — wołał Bunting zajadle, a potem nagle stanął ze zdumienia, jak wryty. Pozornie pokój był całkowicie pusty.
A jednak przekonanie ich, że przed chwilą słyszeli kogoś, poruszającego się w pokoju, równało się pewności. Przez przeciąg pół minuty stali dysząc, potem pani Bunting przeszła w poprzek pokoju i zajrzała za parawan, gdy tymczasem sam Bunting, powodowany pokrewną pobudką, zajrzał pod biurko. Potem pani Bunting podniosła firanki przy oknach, Bunting zaś zajrzał w komin, badając go pogrzebaczem. Potem pani Bunting przeszukała kosz z papierami, a Bunting otworzył pokrywę wiaderka z węglami. W końcu pohamowali swe wysiłki i spoglądali na siebie wzrokiem pytającym.
— Mogłabym przysiądz... — rzekła pani Bunting.
— Świeca! — zauważył Bunting. — Któż zapalił świecę?
— A szuflada? — rzekła pani Bunting. — A pieniędzy też niema!
Mówiąc to, podeszła ku drzwiom.
— Ze wszystkich zdumiewających zdarzeń...